2008-10-02 10:20:49
Nuda
Ups. No to trochę mnie nie było. Ale generalnie nowości żadnych ja nie przeżyłem, więc dlatemu też nie aktualizowałem notek.Może troszku się podziało ale niewiele.
1) Znów szkoła - grrrrrr;
2) Praca, praca, praca, dom i jeszcze raz praca - zaczynam sie nudzić. Monotonia mnie dobija. Trzeba coś z tym zrobić.
3) Ostatnia rozmowa z Szefem T.
Ja: "Oj, nie wiesz o mnie jeszcze bardzo wielu rzeczy..."
Szef T.: "I nie chcę wiedzieć. Wystarczy mi to co wiem".
What a bitch...
4) Poznałem kogoś. Już wiem, że nic z tego nie będzie ale warto było chociaż się z nim spotkać.
O. I to właśnie na tyle. Jakoś tak powera i mocy nie mam. Mam ochotę tylko na Nic-Nie-Robienie.
skomentuj (2)
2008-08-29 20:19:42
Przemyślenia
Jechałem dziś busem i zacząłem rozmyślać. O sobie, o życiu... Doszedłem do pewnego wniosku. Nie szmacę się. Absolutnie. Po prostu się bawię i nikogo przy tym nie krzywdzę. Bo czy ja komuś obiecuję złote góry a potem się odwracam, nie dzwonię, nie piszę, milczę? Nie. Tak nie jest. I jak to zostało ujęte w pewnym filmie: "Ja nie szukam Pana Odpowiedniego. Ja szukam Pana Odpowiedniego Na Teraz. A jeśli będzie tego wart, to ta część Na Teraz odpadnie sama. Naturalnie" (kto wie co to za film, dla tego konia z rzędem). I stwierdziłem, że właśnie tak jest. Seks jest bardzo ważną rzeczą w ludzkim życiu. Przyszły partner powinien się w nim spełniać, więc trzeba to sprawdzić. A jeśli nie będzie wart tego aby spędzać z nim resztę życia, to oboje przynajmniej dobrze spędziliśmy czas :)
Takie oto przemyślenia miałem dziś w busie patrząc sie na śmigające za oknem samochody i drzewa. Życie jest za krótkie aby siedzieć na dupie i czekać na księcia z bajki. Trzeba trochę poszukać i jednocześnie można się dobrze zabawić.
skomentuj (1)
2008-08-27 20:43:07
Syndrom 1-go razu i 1-go zakochania
Wiecie co to jest? Syndrom 1-go razu i 1-go zakochania się? Ja to właśnie przeżywam.
Syndrom 1-go razu: spotykałem się z pewnym chłopakiem. Młodszy ode mnie. 19-latek. Bardzo fajny gościu. Ale tylko to. Tylko fajny. Dobrze mi sie z nim rozmawiało, spędzało czas. Nie chciałem nic więcej. Zbyt wyraźna różnica wieku. Dla mnie to problem. Czasem jego zachowanie przypominało zachowanie 5-letniego dziecka: "Lubisz mnie?", "Kiedy mnie przytulisz?", "Tęskinię za Tobą". To miało odźwięk przypominający gadającą blondynkę, z dużymi niebieskimi oczami, ubraną na różowo i z pieskiem Yorkiem, tudzież innym Chiuaua (czy jak to się tam pisze). No kurwa! Ja też tęskniłem, chciałem być pewny, że mnie lubi i że chce mnie przytulić, ale na Boga! Czy ja brzmiałem przy tym, jakbym więcej nie mógł już oddychać, jakby to były ostatnie sekundy na tym marnym świecie? Nie! Ja potrzebuję faceta a nie dziecka! Potrzebuję kogoś, kto pierdolnie ręką w stół, że aż nożyce sie odezwą. Nie jestem z tych, co to na każde warknięcie, chowają ogon pod siebie i uciekają jak najdalej. Sam potrafię warknąć, przeklnąć i tego też oczekuję. Doszło między nami kiedyś do sexu. Za duża ilość alkoholu i wzmożony apetyt na sex zrobiły swoje... To był błąd... Syndrom 1-go razu (jego a nie mój) został uwolniony. Kleił się potem do mnie jak rzep do psiego ogona. Wyznawał miłość, tęsknotę, chęć przytulenia się. A mnie to wkurwiało. Powiedziałem co o tym myślę. Chłopak zamilkł. Nie wiem czy już nie chce mnie znać czy też może otrzeźwiał? A może jedno i drugie? A może znów sie wkrótce odezwie?
Syndrom 1-go zakochania: to już mój problem. Miłość mojego życia. Mój ideał. Mój... szef. Od 3 lat nieprzerwanie go kocham. On o tym nie wie i się dowiedzieć nie może. Ma Ją. Tą swoją miłość. A ja wciąż, codziennie, na nawo odkrywam Go. Jego charakter, jego samego. Na tyle na ile go poznałem, to nic bym w nim nie zmienił. Po prostu ideał. Ale tak do końca to nie wiem jak to z nim jest. Ma czasem głupie zagrywki, odzywki i sposób bycia. Czasem sobie myślę: "A może jednak on jest zainteresowany?". Ale tego się nie dowiem. Chyba, że on zrobi pierwszy krok. Krok, po którym będę miał odwagę dorównać mu tego kroku. Po którym powiem mu, o co tak naprawdę mi kaman. Dopóki jednak on nic nie zrobi, to ja nadal będę siedział cicho i udawał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. I że go tylko lubię.
Pozdrawiam.
skomentuj (1)
2008-08-25 21:27:13
Witam po powrocie
Witam.
Powróciłem do świata blogowiczów. Nie było mnie bardzo długo. Co mnie skłoniło do powrotu? Sam nie wiem. Może chęć przelania myśli, które kłębią się i plączą w mojej głowie? Są na tym świecie osoby, które są dla mnie wszystkim. Są przyjaciółmi. Są przy mnie. Mam się komu więc wygadać. Ale... Hmm. Czasami człowiek potrzebuje aby na niego spojrzeć obiektywnie. Przyjaciele zawsze wezmą moją stronę, będą mnie wspierać, dodawać otuchy i powiedzą, że dobrze robię. A czasami potrzebuję, żeby ktoś mi strzelił po pysku i powiedział: "Chłopie, obudź się. Co Ty robisz?", bo czasami mam wrażenie, że gdzieś się zatraciłem po drodze w szukaniu szczęścia. Gonię je, jak pies za suką, ale nie mogę złapać, dogonić, znaleźć.
Jestem gejem i dobrze mi z tym. Ale czy tak do końca? Nie. A to dlatego, że żyjemy w takim społeczeństwie. Nie mogę cieszyć się z tego co mam na środku ulicy, w parku czy w sklepie. Nie mogę złapać faceta za rękę, bo zostanę skopany, zbluzgany, opluty czy poczuję kosę w plecach. Nie mogę go pocałować ani też powiedzieć mu, że go kocham. A chciałbym. Ale najpierw to chciałbym go mieć aby móc mu to wszystko powiedzieć. Czy taki byłem? Czy taki do końca teraz jestem? Nie.
Jakiś czas temu rozstałem się z dziewczyną. Byliśmy prawie rok ze sobą. A byłem z nią, bo się dogadywaliśmy. We wszystkim. Było dobrze. Było bardzo dobrze. Kochałem ją. Kochałem. Ale przestałem. Po tym jak ze mną zerwała. A były plany. Daleko wybiegające w przyszłość. A zawsze sobie mówiełm, że nie będę planował, bo nie chcę za 20 lat przeżyć rozczarowania. Więc mam za swoje. Planowałem i kulka w łeb. Wszystko sie spierdoliło.
Przed tym jak byłem z nią byłem również z facetami. Podobało mi się to. Ale chciałem być szczęśliwszy. Chciałem dzielić się tym moim szczęściem z innymi. Chciałem, żeby to widzieli na ulicy, w parku i sklepie. No więc widzieli. I było mi przyjemnie. Skończyło sie jednak. A ja... jestem wdzięczny jej za to. Za to, że była. Była, bo teraz wiem, czego tak naprawdę chcę, czego oczekuję, co kocham. A kocham być z facetem. To mi daje siłę, powera do działania.
Na tą chwilę jestem sam. I nie jest mi z tym dobrze, bo robię coś, czego bym się po sobie nigdy nie spodziewał, czego nigdy bym nie pomyślał. Rzucam się w otchłań próbując zapełnić pustkę, która powstała w moim sercu. Umawiam się z przypadkowymi facetami. Oni chcą sexu a ja im to daję. Bo lubię sex. Ale wolałbym, aby był to sex z miłości a nie z ochoty. Nie robię tego dla kasy (nie mam aż takich warunków, hue hue). Robię to, żeby połechtać moją próżność. Szmacę się. Chociaż nie robię tego na prawo i lewo, codziennie i po kilka razy dziennie. Starannie dobieram "cel". Musi mi się podobać. Kto wie - może coś więcej z tego wyjdzie. Może się dopasujemy i stworzymy "coś", a nie tylko chwilowy sex. Ale i tak uważam to za coś, czego nie powinienem robić.
Czy ja dużo wymagam? Chcę być tylko szczęśliwy... Tak. To duży wymóg. Szczęścia nie można kupić, znaleźć go w sexie z przypadkowym facetem poznanym przez internet. Trzeba się trochę bardziej postarać. Staram się ale chyba za mało. Powoli jednak już opadam z sił. I niech mi nikt nie mówi, że nie ma co szukać, że samo przyjdzie. Mam 27 lat. Chyba się już dosyć naczekałem.
skomentuj (1)